Telekomy dają sobie pstryczka w nos i kradną sobie zabawki. Nie jest to żadna walka – co najwyżej podwórkowa bijatyka, po której wszyscy mają odrapane kolana.

W jakiej reklamie jest Basia?

Co z tego, że Mumio kilka lat temu występowało w reklamach Plusa, a dziś firmują swoimi twarzami Play. Co z tego, że Serce i Rozum przyjmuje Basię, którą rzucił chłopak i bliźniaczki od Basi, a Plus kontrreaguje, zniżając brand heroes Orange do poziomu zabawek. I wreszcie: co z tego, że Prokop i Mozil najpierw przeszli do Play, a teraz wjeżdżają windą do T-mobile.

Branża się tym emocjonuje, a Kowalskiemu robi się wodę z mózgu.

Konsument nie kojarzy już, w reklamie którego telekomu jest Basia i co reklamuje Prokop, który nie dość, że występuje w wielu programach telewizyjnych, to jeszcze w wielu reklamach.

Nie nadąża za reklamami, bo wcale go to nie interesuje. Nie ogląda ich z taką uwagą jak my, by wyłapywać wszelkie niuanse. Dla niektórych niejasne staje się to, co kto reklamuje. Wszędzie te same gęby, ale nie wiadomo, do jakich produktów mają być doklejone.

Celebryta z odzysku

Celebryta, który występował najpierw w reklamie marki X, a później u konkurencji, traci na wiarygodności – jest mniej przekonujący i spójny, odbiorcy już nie tak chętnie mu zaufają. Skoro dziś reklamuje markę X, to czemu jutro nie miałby być twarzą marki Y?

Zyskuje tylko marka, która będzie miała celebrytę jako pierwsza. Ta druga dostanie celebrytę z odzysku, który już został przyklejony, skojarzony z ich konkurencją.

Poza tym, celebryta powinien wpasowywać się w klimat, charakter marki. Jeśli kradniemy celebrytę konkurencji, to nie ma to żadnego sensu. Marki konkurencyjne nie powinny być do siebie podobne.

O czym to ma świadczyć? O tym, że marka ma jaja i kasę, by podkosić celebrytę? Super, może niech ma odwagę wymyślić coś swojego.

Taki Real Time Marketing nie ma sensu.

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta

Do podwórkowej bijatyki dołączyli już wszyscy operatorzy. Może pora na to, by ktoś mniejszy powiedział: nie musimy kraść pomysłów i celebrytów konkurencji, żeby przekonać, że nasza oferta jest lepsza.

Gdy odpowiadamy, reagujemy na poczynania konkurencji, zawsze ukazujemy słabość. Czekamy na to, co zrobią, oglądamy każdy ich ruch – zupełnie tak, jakbyśmy sami nie mieli pomysłów. Jakbyśmy byli od nich zależni.

Trzeba wiedzieć, co robić konkurencja, ale nie po to, by kalkować i kraść jej pomysły, bo wypada to słabo. Oj słabo. (Pomijając case Plus-Orange, gdzie Orange broni się ładnie i – co najważniejsze – w swoim stylu).

Jaki jest sens takiego wymachiwania szabelką? To chyba tylko wymiana uprzejmości pomiędzy prezesami firm.

Autorem zdjęcia na samej górze jest Andrew Becraft.