Zostałam ostatnio zapytana, co tak młoda osoba może wiedzieć o marketingu? Czy pisanie przez nią blogu ma sens? Czy dwudziestokilkuletnia kobieta, poza ładną buzią, ma coś wartościowego do wniesienia? Czy to czasem nie jest tak, że blogi marketingowe są wtórne i odtwórcze, że powtarzają te same oczywistości i wałkują te same case study, a to wszystko w imię personal brandingu? Czy to nie jest tak, że przez brak barier wejścia młodzi ludzie mogą zgrywać w Internecie ekspertów od wszystkiego?

 
The good news is that Marketing takes an hour to learn.
The bad news is that it takes a lifetime to master.

Philip Kotler

 

Czy blogi marketingowe mają coś do powiedzenia?

I tak, i nie. Tak jak i każde inne blogi. Kreatywność i intelekt to zestaw pożądany u blogera, ale nie można ciągle wymyślać koła na nowo. Czyż blogerki kulinarne nie gotują podobnie? Czyż szafiarki nie ubierają się podobnie? A blogerki-matki nie udzielają tych samych rad? No właśnie.

Czy to znaczy, że powinniśmy odstawić wszystkie blogi o marketingu na bok i sięgnąć po jedyne słuszne źródło wiedzy jakim jest książka profesora Kotlera, skoro wszyscy piszą o tym samym?

Nie. Bo nie piszą. Blogi marketingowe to kopalnia kejsów. To wiele różniących się między sobą opinii. To dobre źródło informacji dla studentów i miejsce stałego dokształcania się osób siedzących w marketingu. Tu wiedza jest świeższa niż w książkach, łatwo dostępna, no i darmowa.

Stawiamy kroki naprzód

Na szczęście marketing nie jest nauką, w której wszystko zostało już powiedziane. Ta dziedzina ciągle się rozwija, choćby za sprawą Internetu i mediów społecznościowych, ale także z powodu zmian postaw i zachowań konsumentów, zmian trendów i układów rynkowych.

Wbrew pozorom, młodzi adepci sztuki marketingu mogą mieć lepsze, świeższe spojrzenie na rynki, bo dorastali już po ‘89r. Nie znamy sytuacji, w których nie ma konkurencji (poza nielicznymi wyjątkami). Reklamy towarzyszą nam całe życie, a od najmłodszych lat przesiadujemy przed komputerami i łączymy się z Internetem – potrafimy obracać się w wirtualnym środowisku i pozyskiwać z niego informacje.

Psuje rynkowe

Inna sprawa to to, że do „branży” bardzo łatwo jest wejść, nie mając żadnej wiedzy. Praca w marketingu postrzegana jest jako łatwa i przyjemna, a zajmowanie się social mediami – jako siedzenie na Fejsie, za które ktoś ci płaci. Nie ma praktycznie żadnych większych barier wejścia – to nie tak, jak z zostaniem lekarzem albo prawnikiem. Ciężko zatem odróżnić ziarno od plew. W dodatku, zaopatrzeni w Google i Wikipedię możemy udawać wszystkowiedzące mądrale – i nie dotyczy to wyłącznie blogerów. Stąd całe stada młodych mężczyzn kreujących się na superekspertów od social media. Mnożą się i wyskakują nie wiadomo skąd, nie mając ani trochę rozwagi, a tylko self-confidence level high. Twierdzą, że się znają na internetach. Bo w nich siedzą.

Jacek Kotarbiński nazywa samozwańczych ekspertów „psujami rynkowymi”. Kim jest psuj? To domorosły, wyszczekany „spec” od „pijarów, Internetów, marketingów, soszialów, fejsów, tłytów i brendów”, który doi z budżetu marketera jak wielbłąd deszczówkę, a po którym trzeba sprzątać, poprawiać i reperować. Taki, który potrafi wciskać kit i nawijać o wszystkim, ale na pewno nie o meritum sprawy.

I dlatego, choć w soszialu siedzę, to o nim za bardzo nie piszę. Nie chcę być kolejnym znaffcą internetów, kolejną „mądrą” blogerką. Postrzegam marketing szeroko i nie przekreślam offline’u, w którym wciąż się dużo dzieje. Ostatnio kręci mnie reklama telewizyjna, ale jak wszyscy dobrze wiedzą, największą miłością darzę blog jako narzędzie PR, wykorzystywanie cewebrytów do kreowania wizerunku i to, co dzieje się w blogosferze. Nie jaram się tylko Fejsem, bo Fejs kiedyś przeminie. I co, wszyscy będą wtedy specami od Twittera albo innego topowego serwisu?

To ja dziękuję, ja chcę być po prostu marketerem.

Podstawowe umiejętności marketera

A co byście powiedzieli na egzamin państwowy dający licencję na bycie marketerem? Już nie zajmowałby się tym syn kuzyna cioci Zosi, którego zatrudniłeś do działu marketingu,  bo ciocia pomogła ci załatwić kredyt we frankach.

Tylko co powinno być brane pod uwagę przy nadawaniu takiej licencji na rynkowanie? Wszyscy dobrze wiemy, że w branży marketingowej wykształcenie akademickie znaczy niewiele. Studia nie są dostosowane do tego, co czeka młodych w pracy.

Wspomniany już wcześniej Jacek Kotarbiński wymienił na jednej ze swoich prezentacji 22 kluczowe kompetencje marketera – jaki powinien być i co powinien wiedzieć. Nie wszystkie z nich to sprawy, jakich nauczą cię w szkole. Badań uczymy się w terenie, zasad poligrafii u poligrafa, a Internetów w Internecie. Szkoła nie nauczy, kto jest kim w branży, ani jak robić dobry research. Szkoła wytłumaczy, czym jest SIM i jakie są kanały dystrybucji, ale czy powie, jak współpracować z agencją albo jak oceniać pracę grafika? Marketingu uczymy się w praktyce.

Teraz chwila prawdy i szczerości. Czy aby na pewno posiadasz wszystkie 22 kompetencje? A może nie odróżniasz pozycjonowania w wyszukiwarce od pozycjonowania marki? Nie ukrywam, ja też nie jestem wszechwiedząca – na szczęście mam jeszcze dużo czasu, żeby się uczyć.

1 2

Nie zostaniesz dobrym marketerem bez obserwacji otoczenia. Nie zostaniesz dobrym marketerem bez kontaktu z ludźmi. Nie zostaniesz dobrym marketerem bez bycia trochę socjologiem , trochę psychologiem. Tłumu oczywiście.

 

Autorem zdjęcia na samej górze jest Raymond Bryson

  • Zdroworozsądkowy głos, podoba mi się :)

  • Tuszej!

    Inspiracja i odrobina pokory na dziś.

  • Krystian Cieślak

    Kreatywnych ludzi myślących narzędziami nie brakuje. Generalnie czym młodszy wiek, tym większy poziom kreatywności. To co jest nie do przecenienia to umiejętność strategicznego oglądu sprawy. Patrzenie przez pryzmat rynku, pozycjonowania na tle konkurencji, celów biznesowych, grup docelowych, analiz i insightów konsumenckich. To na tym wykładają się najczęściej domorośli eksperci, którzy wychodzą od radosnych pomysłów kreatywnych i narzędzi z przewagą socialowych. Brakuje szerszego spojrzenia na sprawę. Takiego jak na przykład ten tekst.

    dobra robota ;)

    • Podpisuję się pod tym, co napisałeś. I dziękuję :)

  • Marta, rozkręcasz się :)

  • Haha podoba mi się określenia psuja. Dotąd myślałam, że raczej kreuję rzeczywistość a tu psikus jestem jednak psuja :( problem leży chyba w naszym społeczeństwie, w naszej niedojrzałości do kapitalizmu, którym się co dopiero zachłysneliśmy; Na szczytach firm wciąż górują stare wygi dla których marketing to wciąż ulotki i gadżety a każda innowacja czy zmiana wprowadzana przez młodego człowieka budzi w nich śmiech. To właśnie tacy ludzie zabijają w młodych ludziach kreatywność.