Chwyt marketingowy jest czymś, co tak naprawdę nie istnieje. Jak Yeti, Potwór z Loch Ness, Pierścień Atlantydów i tak dalej. To wymysł tych, którzy czują się oszukani… swoim brakiem umiejętności myślenia.

To nagminne używane określenie szkodzi wizerunkowi marketingu, stanowiąc najlepszy dowód na to, jak niska jest w społeczeństwie świadomość tego, czym jest marketing.

Każde dziecko wie o istnieniu chwytu marketingowego, ale żadne dziecko nie wie, czym jest marketing

Marketingowcy (na szczęście na określenie marketerzy nikt w tym przypadku nie wpadnie) to oszuści i złodzieje, mydlą ludziom oczy tymi swoimi chwytami marketingowymi, za uczciwą robotę by się zabrali!

My, biedni konsumenci, nie zdajemy sobie sprawy, jak łatwo namieszać nam w głowach i sprowokować do niepotrzebnego wydawania pieniędzy i dawania zarobić sprytnym specjalistom.

Sfrustrowani konsumenci żalą się na różne elementy tego, co ogólnie można określić zbiorem doświadczeń z firmą, nazywając je chwytem marketingowym i opisując to chociażby w Internecie, ku przestrodze innych. Żeby wiedzieli, że coś jest tym paskudnym, oślizgłym, wstrętnym (a fe!) chwytem marketingowym.

Niestety muszę was rozczarować. Nikt mnie nie uczył żadnych chwytów. Ani golfowych, ani zapaśniczych, ani gitarowych. Ani podchwytu, ani nadchwytu. Suplesa i nelsona też nie. Nie znam się na chwytach wcale. Na tych poniżej pasa też.

Za to konsumenci owszem. Oni wiedzą najlepiej, że w marketingu stosuje się chwyty. Sztuczki. Tricki.

Jaka jest definicja chwytu?

Problem w tym, że nigdzie nie można znaleźć porządnej definicji tego powszechnego określenia. Konia z rzędem temu, kto poda sensowną i naukową definicję chwytu marketingowego.

Sama próbuję zdefiniować, zgadnąć, co ludzie mogą mieć na myśli, mówiąc o chwytach marketingowych. I myślę sobie, że musi chodzić o zaplanowane działanie bazujące w dużej mierze na psychologii, które przy wykorzystaniu szumu informacyjnego bądź asymetrii informacji, nieznajomości rynku przez konsumenta i jego naiwności, pozwala zarabiać na jego głupocie, nieświadomości i niewiedzy. To haczyk w umowie, drobny druczek, downsizing i działanie niezgodnie z zasadami uczciwej konkurencji. Kropka.

Wówczas możemy mówić o braku etyki. Nie o żadnych chwytach.

Jeszcze gorzej, gdy chwytami ktoś nazywa zagrania uczciwe, etyczne i takie, które są dobrymi praktykami, jak np. darmowa dostawa, produkt gratis, rabat. Albo reklamę, zgodnie z polskim przysłowiem, że „jeśli coś jest dobre, to nie trzeba tego reklamować”. A ja powiedziałabym, że jeśli coś jest dobre, to jest to zasługa marketingu (badań, dobrej znajomości konsumenta) i dział sprzedaży jest wówczas zbędny.

Dochodzimy do tego, że chwytem są wszelkie sposoby nakłaniania klienta do zakupu.

Dziś konsument przed zakupem zadaje najpierw w Internecie pytanie, czy dany produkt działa, czy też jest to znowu chwyt marketingowy, a nieużytkownicy bądź konkurencja odpisują delikwentowi, że owszem, to chwyt.

Po drugiej stronie barykady redaktorzy i blogerzy tytułują swoje teksty bardzo chwytliwie: XYZ – przełomowe rozwiązanie, czy chwyt marketingowy?

I tak, o bycie chwytami mogą zostać podejrzane: drony Amazona, płatności mobilne w Biedronce, ogłoszenia o związku/chorobie/nieznanych dotąd faktach z dzieciństwa gwiazdy, wszelkie innowacje, oscarowe selfie, homeopatia, lot na Marsa, a nawet wiara w Boga.

Ty też możesz zostać oskarżony o bycie chwytem marketingowym. W końcu nie wiadomo, co nim jest.

P.S. Polecam przeczytać, co na ten temat pisze Jacek Kotarbiński.

Autorem zdjęcia na samej górze jest Lali Masriera.

  • Chris

    Kotarbiński w tym konkretnym temacie zdaje się być wyborem więcej niż niefortunnym. Być może dlatego, że wiele jego zachowań związanych z prowadzonym przezeń blogiem, z czystym sumieniem chwytami można nazwać. Na przykład regularne usuwanie polemicznych, acz rzeczowych komentarzy. Albo dodawanie reklamy własnej książki na końcu prezentacji z upartym ‚argumentem’, że wszyscy tak robią, ale bez wskazania tych wszystkich (A taka Hatalska nie dokleja na ten przykład. Może nie lubi brzydkich chwytów).

    Zresztą nie tylko Kotarbiński…

    Można więc rzec, że chwyty jednak istnieją i rzeczywiście nie przynoszą w oczach odbiorców/konsumentów chluby.

  • Ciekawy wątek poruszyłaś i przekornie go przestawiłaś :P nie zgadzam się jednak, że chwyty marketingowe nie istnieją. Moim zdaniem to jest na tyle pojemne pojęcie, że trudno stworzyć jedną właściwą definicję. W praktyce to nic innego jak umiejętne manewrowanie komunikatem marketingowym w w taki sposób by konsument odebrał go w pożądany przez marketera sposób. Prawdą jest, że głównie działają dlatego, że odbiorca nie wnika w szczegóły lub zwyczajnie nie zastanawia się nad nim. To trochę jak z zasadą PR nr 1 – „nie kłam, ale nie mów prawdy do końca” :)

  • Bartek Juszczyk

    „Odpowiednie dać rzeczy słowo”.

  • Kamil 32

    „produkt gratis” ? Jest pani pewna ? W końcu nic nie jest za darmo, a już w szczególności żaden sprzedawca niczego za darmo nie da.