Przyglądam się wielu markom. Często z zaskoczeniem odkrywam, że te, które mają całkiem spore udziały na danym rynku, są nieobecne w Internecie. Pal licho fejsbuki, stronę internetową dla brandu mogliby chociaż postawić. W sieci można podobno znaleźć wszystko. Ale nie informacje o ich marce przedstawione z pierwszej ręki.

Z czego wynika pomijanie Internetu w komunikacji marketingowej dużych marek?

Z pewnością nie z nieświadomości tego, że konsumenci marnują swój czas w Internecie. Ale już z nieświadomości ogromu możliwości, jakie daje Internet – jak najbardziej. No i przede wszystkim przez ukochane przez nich chodzenie na skróty, najbardziej wydeptanymi ścieżkami marketingowego padołu.

Ich działania marketingowe są jak najbardziej efektywne. Ale nie wyglądają tak, jak można by je sobie wymarzyć…

Przykro mi o tym myśleć, że skuteczny marketing wygląda często tak:

  1. Duże wydatki na emisję reklamy – a to oznacza zwykle sporą powtarzalność spotów. Z dużym budżetem OTS rośnie, a reklama – jakakolwiek by nie była – wbija się w pamięć i ludzie podświadomie sięgają w sklepie po markę, którą kojarzą, choć kojarzą ją tylko „dzięki” natrętnej reklamie.
  2. Szeroka dystrybucja – zalewanie rynku produktem umożliwia konsumentowi zetknięcie się z nim niemal wszędzie. Gdy już wystarczająco długo będzie się z nim spotykał, wreszcie po niego sięgnie.
  3. Codziennie niskie ceny – najprościej jest sprzedawać towar najtaniej, jak się da. Nic, tylko ustawić cenę dumpingową i czekać, aż na polu bitwy nie będzie już żadnej konkurencji.
  4. A to wszystko przekłada się na gadanie do mas, by przyciągnąć choćby mały kawałek z dużego tortu.

Z takim działaniem jest jak ze strzelaniem do celu. Możesz albo strzelać na oślep, licząc na to, że po oddaniu tysiąca strzałów, zwierzyna wreszcie padnie u twoich stóp. Ale możesz też zatrudnić doskonałego strzelca, który zna zachowania zwierzyny i obliczy kąt niezbędny, by wypuszczona strzała trafiła w cel.

Here we go. Nie ma nic lepszego od doskonałej znajomości twojego celu, jakim jest zwierzyna. To znaczy konsument.

A on hasa i pasie się w Internecie, gdzie za darmo możesz do niego gadać i za darmo nadstawić ucha, by usłyszeć, co on chce ci powiedzieć. Może karma, którą go pasiesz, działa dobroczynnie na jego futerko, a ty nawet nie wiesz, że twój produkt dostarcza takich korzyści?

Autorem zdjęcia na samej górze jest Thomas Hawk.