Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego firmy często płacą grube pieniądze za analizy i konsulting zewnętrznym doradcom, zamiast usiąść do problemu samodzielnie? Przecież to specjaliści z danej firmy mają najlepsze wyczucie rynku i nie muszą zdobywać wielu początkowych informacji, bo na bieżąco śledzą doniesienia o tym, co robi konkurencja.

To przecież oni sami powinni wiedzieć, kim są ich konkurenci i kim oni sami chcieliby być. Dlaczego więc nie zgarną do kupy swojej wiedzy i nie przeanalizują jej?

Dlatego, że na to potrzeba czasu. A wewnątrz firmy takiego czasu zazwyczaj nie ma.

Brak czasu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Co jeszcze powoduje, że lepiej jest powierzyć stworzenie strategii zewnętrznym doradcom?

Po pierwsze: firmy nie potrafią sformułować sobie samemu strategii, bo mają klapki na oczach. Nie dostrzegają pewnych problemów, nie wpadają na to, by przyjrzeć się problemowi z innej strony, nie widzą niektórych zagrożeń ze strony konkurentów. Jak to odwiecznie mówi Tesławski – żeby dostrzec las, trzeba wyjść z lasu. A najlepiej wchodzić do niego po raz pierwszy. Takie dziewicze obcowanie z daną branżą bardzo uwrażliwia na wszelkie niuanse. Ja będę rozważać, jaki wpływ na biznes klienta ma to, co on określiłby pierdołami. I słusznie, bo on nie ma czasu pochylać się nad takimi sprawami. Z drugiej strony – doświadczenie w pracy strategicznej dla jakiejś branży ułatwia etap analityczny i może dać lepszy wgląd w motywacje konsumenta.

Po drugie: firmy nie potrafią sformułować strategii, bo nie wiedzą, jak ma przebiegać ten proces. Spotykają się co roku na spotkaniu i przedyskutowują plany. Tworzą zbiór celów strategicznych na rok 2015. Z tym, że są to raczej cele operacyjne – nazywane strategicznymi, bo są kluczowe, priorytetowe. Bez dokładnej analizy tego, co dzieje się na zewnątrz i wewnątrz przedsiębiorstwa nie ma mowy o żadnej strategii. Nie ma mowy, by takich analiz dokonać w przeciągu jednego spotkania – nawet, jeśli trwałoby 24 godziny.

Po trzecie: choćby nie wiem jak bardzo się starały, firmy często nie potrafią się skupić na sformułowaniu strategii. Bieżące sprawy pochłaniają całą ich uwagę. Nawet jeśli wytypowany jest zespół, który ma za zadanie dokonać analizy rynku, poszukania przewagi i stworzenia strategii, to jego praca prędzej czy później skończy się fiaskiem. Analizy pochłaniają mnóstwo czasu, a firmy najczęściej nie stać na to, by pozwolić sobie na wyłączenie kilku osób z ich codziennych obowiązków. To bieżące sprawy na co dzień są dużo pilniejsze, a nie myślenie o tym, jak się wyróżnić, by za rok nie dopadła nas konkurencja. Póki co nas nie dopadła, więc napieramy do przodu, byle do przodu!

Po czwarte, najważniejsze: nie mają odpowiednich kompetencji i nie potrafią myśleć strategicznie. Brakuje im dystansu do tego, co robią. Gubią się we własnych myślach i wewnętrznych rozważaniach, chcąc złapać naraz parę srok za ogon. Nie mają doświadczenia w tworzeniu udanych strategii, nie znają dobrych praktyk. Nie wiedzą, czym jest docelowe pozycjonowanie i konsekwencja w działaniach, nie znają też odpowiednich narzędzi do realizacji swoich celów.

Wracając do metafory lasu, można powiedzieć, że doradca patrzy na wszystko z zewnątrz: ogląda korony drzew, liście, ale sprawdza też to, co kryje się w ściółce. Czy wyrasta gdzieś nieopodal potencjalna konkurencja? Co robić, by nasze drzewo rosło coraz większe, ale równocześnie miało zadbane, silne korzenie? Do tego potrzebny jest dystans, wiedza, czas i doświadczenie.