Wszyscy dobrzy marketerzy są do siebie podobni, ale każdy kiepski jest kiepski na swój sposób. Na czym warto się skupić zwłaszcza na początku swojej kariery zawodowej? O tym opowiadałam wczoraj studentom, z którymi spotkałam się na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu w ramach akcji Drogowskazy Kariery. A ponieważ jest to temat, który generalnie budzi zainteresowanie, postanowiłam poruszyć go również na blogu. Jak stać się cenionym i atrakcyjnym marketerem na rynku pracy? Co sprawia, że jedni są wybitni czy ponadprzeciętni w danej dziedzinie, a inni (a w zasadzie zdecydowana większość), nie odnoszą żadnych sukcesów, nawet jeśli są odpowiednio zmotywowani albo mają odpowiedni potencjał, ale nigdy go w pełni nie wykorzystują?

Nigdy nie przestawaj się uczyć

Zacznijmy od tego, że dobry marketer nie uczył się marketingu. On się uczy cały czas. Philip Kotler, który jest przecież ojcem marketingu, powiedział kiedyś tak: „The good news is that marketing takes an hour to learn. The bad news is that it takes a lifetime to master”. Marketingu można się nauczyć w godzinę, ale całe życie będziemy doskonalić tę naukę. Będziemy uczyć się nowych narzędzi, poznawać nowe trendy konsumenckie, odkrywać nowe kanały komunikacji. Marketing tak szybko się zmienia, że to, czego uczysz się dziś, za kilka lat może być już zdezaktualizowane.

Lubię używać metafory, że dobry materiał na marketera jest jak gąbka. Chłonie każdą wiedzę, przyjmuje różne punkty widzenia, musi być dociekliwy i… podsłuchiwać ludzi w tramwaju. Potencjalny marketer powinien być zainteresowany innymi ludźmi, bo to do nich będzie kierował komunikację. Co Kowalscy jedzą na obiad i co trzymają na meblościance? Co tak naprawdę stoi za tym, że głosowali za PiS? Jakie są ich prawdziwe bolączki i problemy? Jak marki mogą im pomóc? To są pytania, które należy zgłębiać w swoich rozważaniach.

Konieczność ciągłego uczenia się wynika nie tylko ze zmiennej specyfiki branży. Po prostu im dalej w las, tym większą masz świadomość swoich braków. Moja lista branżowych książek do przeczytania nigdy nie maleje, a tylko rośnie. Paradoksalnie, im wiem więcej, tym bardziej uświadamiam sobie, ile jeszcze nie wiem i jak długa droga jest przede mną.

Obrazuje to wykres przedstawiający efekt Dunninga-Krugera, prezentujący zależność między pewnością co do swoich umiejętności, a prawdziwą eksperckością.dunning-kruger-effect-1140x641

Kiedy zaczynasz interesować się danym tematem (w naszym przypadku marketingiem), jesteś podekscytowany i chłoniesz wszystko co na ten temat wpadnie ci w ręce. Sprawia ci to radość i czystą przyjemność. Uczysz się szybko i cieszysz się, jak dużo już wiesz. Jesteś w stanie opowiadać innym o twojej pasji i ich edukować. Czujesz się pewnie w temacie, choć tak naprawdę dopiero go liznąłeś.

Z czasem jednak uświadamiasz sobie, że tak naprawdę to guzik wiesz. Do zostania ekspertem jeszcze długa droga. Wpadasz w dołek. Robisz wolne postępy, czujesz się fatalnie i myślisz, że nie nadajesz się do tego. To nie jest praca dla ciebie, nie jesteś odpowiednio dobry, niczego tu nie osiągniesz. Chcesz to wszystko rzucić w cholerę. Warto zacisnąć zęby. Pomiędzy początkującym a ekspertem jest długa i wyboista droga, którą trzeba przejść, żeby stać się mistrzem.

Rollercoaster1

To, jak długa jest ta droga, może uświadomić nam teoria 10 tysięcy godzin. Malcolm Gladwell, autor bestsellerów na temat psychologii, w jednej ze swoich książek odkurzył pewne badanie z 1993 roku. Na podstawie trzydziestoosobowej grupy skrzypków stwierdzono, że ci, którzy osiągnęli prawdziwą wirtuozerię, w sumie poświęcili na ćwiczenia 10 tysięcy godzin. Gladwell uznał, że można to przełożyć na każdą dziedzinę i sprzedał tę teorię w swojej książce. 10 tysięcy godzin to 10 lat po 3 godziny dziennie lub 5 lat pracy na cały etat. Całkiem sporo czasu, prawda? Nawet jeśli uważamy, że ta teoria ma słabe podstawy (mała i niezróżnicowana próba badawcza), warto mieć świadomość, że nauka fachu zajmie nam sporo czasu.

Teoria 10 tysięcy godzin mówi nam jeszcze jedną ważną rzecz: że wszystkiego można się nauczyć, jeśli tylko będziemy ciężko i długo pracować. Zdolności nie są efektem wrodzonych predyspozycji lecz celowej praktyki, a samo posiadanie jakiegoś talentu o niczym jeszcze nie decyduje.

Związana jest z tym również bardzo interesująca koncepcja dotycząca fixed/growth mindset, która tłumaczy, dlaczego dla niektórych porażki oznaczają bycie słabym, a dla innych są motywacją do większego starania się. Polecam obejrzeć poniższy Ted Talk i/lub przeczytać ten tekst.

Podwójna specjalizacja

No dobrze, to jak zostać ekspertem w dziedzinie marketingu? Przede wszystkim, nie powinieneś starać się być ekspertem od wszystkiego. Wybierz sobie specjalizację i się jej trzymaj. Marketing ma tyle różnych gałęzi, że każdy zainteresowany znajdzie miejsce dla siebie – bez względu na to, która półkula jest u niego dominująca (można też nie mieć dominacji, tak jak ja).

Oprócz specjalizacji branżowej, np. postanowienia, że będziesz rozwijać się w obszarze content marketingu, warto interesować się czymś zupełnie z branżą niezwiązaną. Na przykład pasjonaci sportu czy dietetyki mogą mieć większe szanse na zatrudnienie przez markę odzieży sportowej czy suplementów, bo rozumieją tę branżę i tych konsumentów. W dodatku pracownik-pasjonat jest bardziej zaangażowany i lubi swoją pracę.

Oprócz posiadania podwójnej specjalizacji (branżowej i wynikającej z zainteresowań), koniecznie trzeba poświęcić czas na pogłębianie wiedzy ogólnej i mieć stale otwartą głowę na wszystko, co dzieje się dookoła. Co słychać w polityce? Dlaczego ludzie wyszli na ulicę? Jak można przekonać konsumentów, żeby to nam oddali swoje 500zł na dziecko? Pamiętaj – musisz się interesować tym, co interesuje konsumentów.

Ucz się tego, czego jeszcze nie umiesz. Większość osób praktykuje to, co już potrafi, sprawiając sobie iluzję uczenia się. Kluczem jest jednak celowe robienie tego, co nie wychodzi ci dobrze lub wcale. Tylko praca nad tym, czego nie potrafisz, może zrobić z ciebie eksperta. To trudne do zaakceptowania dla wielu osób, które są perfekcjonistami i czują się bardzo niekomfortowo w sytuacji, gdy ujawnia się ich niekompetencja. Wolą czegoś nie robić wcale niż robić to niedoskonale. A trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu.

Co jeszcze warto rozwijać, bez względu na specjalizację: pisanie, słuchanie i mówienie. Umiejętność dwustronnej komunikacji, zrozumienie drugiej strony i dawanie się zrozumieć są kluczowe.

No i wreszcie: wieczne poszukiwanie odpowiednich rozwiązań – ze względu na cel, branżę i grupę docelową, pozycjonowanie marki i działania konkurencji. Dobry marketer nie kroczy utartymi ścieżkami i nie proponuje zawsze tego samego zestawu działań. Ma otwarty umysł i nie boi się nowego.

To temat na jeszcze dłuższy tekst, a może nawet i książkę. Zatrzymajmy się więc tutaj. Co waszym zdaniem jest kluczowe w stawaniu się mistrzem w swojej dziedzinie?

O stawaniu się lepszym marketerem pisałam również tutaj:

Co ty wiesz o marketingu…

Marketer – ekonomista czy humanista?

Jak zdobyć doświadczenie, nie rujnując żadnej firmy? Zagraj w grę!

  • Marto, świetny tekst! Odpowiadając na pytanie z końca, moim zdaniem kluczowe jest nie załamywać się, że są lepsi od ciebie. To dotyczy chyba każdej dziedziny i jest bardzo trudne. Myślę, że wiele osób zatrzymuje się właśnie w tym miejscu na swojej drodze do mistrzostwa. Druga rzecz, powiązana zresztą, to praca nad pewnością siebie. Mnie to dopadło w pewnym momencie, gdy już miałam swoich klientów. Ogrom wątpliwości „Boże, przecież ja nic nie umiem! I jeszcze mam czelność brać za to pieniądze!” :) Myślę, że pokonanie tych 2 rzeczy jest kluczowe w drodze do mistrzostwa.

  • Podobnie ma się sprawa z byciem ekspertem w prawie :) Wybierz specjalizacje i działaj w niej – szkoda, że nie mówią tego na studiach i aplikacji.

  • Upór, upór i jeszcze raz upór. No i nieosiadanie (to się pisze razem, czy oddzielnie) na laurach nawet po jakiś tak sukcesach, bo żaden sukces nie jest taki, by nie móc go przeskoczyć, a jeśli nie przeskoczymy go sami, zrobi to ktoś inny i zostaniemy jedynie ze wspomnieniami pięknych dni. W pełni zgadzam się, że warto wychodzić poza strefę komfortu i robić to, co nie wychodzi nam najlepiej, ale tak jak napisałaś, trzeba to łączyć ze specjalizacją, by pod przykrywką doskonalenia się, nie zajmować się wszystkim, co popadnie.