Kocham książki. Uwielbiam je przeglądać, dotykać, wąchać. Uwielbiam chodzić do księgarni albo do biblioteki i wybierać książki dla siebie.

Ale nie potrafię ich czytać. Nie mogę się skupić i ciągle odrywam się od lektury. Myślami jestem gdzie indziej. W Internecie.

Nie potrafię czytać

Otwieram książkę, kartkuję, czytam kilka stron i ją zamykam. I już do niej nie wracam. Kupuję książki, które miesiącami leżą na półce i czekają, aż je wezmę, przeczytam parę zdań i odłożę na kolejnych kilka miesięcy. Czuję, że mam problem. Wiem, że go mam.

Zagłębienie się w lekturze przypomina walkę. Zaczynam się dekoncentrować już po kilku stronach. Zawieszam się i gapię w przestrzeń, ale wcale nie myślę o tym, co przeczytałam, tylko o tym, co właśnie dzieje się dookoła: w autobusie, na świecie i W INTERNECIE.

O ironio, gdy jesteśmy offline, chcemy być online. A gdy jesteśmy online… czasem złościmy się na siebie, że planowaliśmy w tym czasie czytać książkę. Ale scrollujemy dalej.

Czytanie w sieci to nie czytanie

Korzystamy z Internetu obsesyjnie. Dostarcza nam intensywnych doznań i pozwala poczuć się mądrzejszymi. I choć jesteśmy przeciążeni informacjami, to ciągle odczuwamy ich niedosyt. W Internecie wszystko dzieje się szybko. Tak szybko, że nasz umysł nauczył się czytania wyrywkowo i omijania zbędnych elementów. Czytamy tylko nagłówki i oglądamy zdjęcia. Całe zapisane strony nas przerażają. Wszystko musimy mieć wypunktowane.

Wmawiam sobie, że przecież czytam dużo w Internecie. Że gdyby zsumować te wszystkie słowa wyświetlane na ekranie komputera, które w ciągu dnia rejestruje duet oczy-mózg, to okazałoby się, że jestem bardzo oczytana.

Przecież czytam mnóstwo blogów, a czasami – istne szaleństwo – czytam też wielostronicowe pdf-y. Czytam artykuły w serwisach internetowych, a nawet informacje na żółtym pasku w Tvn24.

Czyli czytam dużo.

Ale to nie jest czytanie.

Bo w Internecie nie pogrążamy się w głębokiej lekturze (i zwykle nie czytamy zbyt mądrych wywodów), a jedynie dekodujemy informacje. Czyli ślizgamy się po powierzchni.

Jak Internet wpływa na nasz mózg?

Już godzina spędzona w Internecie powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu.

W takim razie częste korzystanie z sieci niesie za sobą konsekwencje na poziomie neurologicznym. Oczywiście nie powoduje to kalectwa mózgu. Obszary dotąd wykorzystywane, by skupić uwagę na tekście linearnym, zmieniają funkcje i zaczynają wspierać naszą biegłość w scrollowaniu. Stajemy się ludźmi, którzy muszą być nonstop podłączeni do sieci. Kolejnym rodzajem maszyny obliczeniowej, która zatraca piękność swojego umysłu.

Odkąd drukowane są

wszystkie świata mądrości; umysł nie jest w stanie

objąć ich ani posiąść, idee się plączą

i wszystko zamienia się w końcu w jakąś pianę

Fray Lope Felix de Vega Carpio, Owcze źródło

I ja czuję, że przez Internet dryfuję na powierzchni wody pełnej baniek mydlanych, które wznoszą się i upadają, a na końcu – pękają.

Nie chcę spłycić swojego umysłu

Muszę coś z tym zrobić, bo ogłupieję zupełnie i utonę w bezkresnym morzu internetowego bezsensu.

Przeczytanie książki w całości, od A do Z, choć brzmi niepozornie, może stanowić wyzwanie. Czy dam radę utrzymać swoją uwagę w ryzach i przeczytać jedną książkę w tygodniu? To przecież niewiele. Ale to już 52 książki w roku.

I to jest właśnie moje postanowienie – a może raczej plan – na 2014.

Jeśli przeczytam mniej, nie uznam tego za porażkę. Dla mnie zwycięstwem będzie to, że przeczytam choć kilkanaście książek w całości. Od A do Z. Tak, by zapanować nad chaosem i roztargnieniem myśli, które ciągle uciekają do Internetu.

 A może nawet zmądrzeję.

P.S. Inspiracją do napisania tego tekstu było przekartkowanie (!) książki Nicolasa Carra Płytki umysł – jak Internet wpływa na nasz mózg. Nie czytałam, ale polecam.

Autorem zdjęcia na samej górze jest Valentietokyo.

  • Nie powiedziałbym, że zabijają. One po prostu go trochę zmieniają. Jesteśmy stworzeni do adaptowania się w zmieniających warunkach. Co za tym idzie, umysł też się adaptuje.
    Ale nie wiadomo czy to źle czy dobrze. Inaczej. Kiedy wchodził druk do użytku, pewnie też było wiele podobnych głosów na jego temat. Potrafię sobie wyobrazić, jak krytykowano książki, które „mają zabić słowo mówione”.

    Kiedyś, dawno temu, francuscy naukowcy ogłosili, że prasa upadnie. Dlaczego? Bo nie będzie komu sprzątać końskich kup z ulic Paryża, dlatego konie nie będą w stanie dalej dostarczać prasy. Później powstał Ford T.

    Inna sprawa – umysł jest zawsze głodny. Zawsze szuka informacji, zawsze przetwarza i szuka konkluzji, powiązań. Stąd niekończące się skrollowanie.
    Niektóre religie wschodu działają na tej zasadzie, że daje się nowicjuszowi księgi do czytania i zastanawiania się nad nimi, żeby ten głód nasycił :).

  • Arcymaciek

    ja mam inaczej.
    Kupiłem niedawno ważnego dla mnie e-booka i… nie mogę go przeczytać.
    Na kompie czy na smartfonie zawsze znajdzie się lepsze zajęcie.

    Gdy kupiłem inną książkę tego samego autora, ale w formie papierowej, to przeczytałem całą od razu, a później wracałem do niektórych rozdziałów.
    Wiem, że dla mnie papier > pdf

    • Też wolę książki papierowe. Lubię je dotykać. A jak czytam na ekranie, to zbyt łatwo mogę przerzucić się do Internetu – i znowu z czytania nici.

  • Agnieszka

    Ja właśnie w internecie nie radzę sobie z dłuższymi tekstami. Przeczytanie jakiegoś artykułu bez kilku przerw na przejrzenie innych stron jest dla mnie niewykonalne. Nie potrafię skupić się na jednej rzeczy, zawsze mam pootwieranych kilka zakładek i skaczę z jednej na drugą. Na szczęście poza siecią nie mam tego problemu. Nie straszne mi są długie powieści czy kilku stronicowe teksty w czasopismach. Offline potrafię się skoncentrować. Jeszcze.

  • Jakiś czas temu też miałam z tym problem. Ktoś poradził mi, abym – jeśli nie umiem skupić się na jednej lekturze – czytała na raz kilka, skacząc z jednej do drugiej, tak jak się skacze po zakładkach. Tej osobie podobno to pomogło, mnie akurat niekoniecznie. Najskuteczniejsze okazało się po prostu znalezienie naprawdę ciekawej książki. Nie takiej, którą wypada przeczytać, albo „może się przydać/może mnie zainteresuje” czy z poczucia obowiązku samego czytania. Bo hej, kiedyś też miałam Internet i przesiadywałam w nim godzinami, a jak była premiera nowego Harry’ego Pottera, to jakoś umiałam zaszyć się w fotelu na dwa dni, zapominając o bożym e-świecie.
    Chociaż chyba faktycznie Internet rzutuje na mózg, bo zdecydowanie wolę e-booki, niż papier. I czytam na laptopie („OMG”).

  • Gabriel Golla

    Jeśli przeczytasz 52 książki w ciągu roku to zawyżysz wynik przyszłych badań statystycznych dotyczących czytelnictwa :D U mnie nie występuje taki problem z czytaniem – pochłaniam sporo książek, od pewnego czasu w formie ebooków. Może źle dobierasz lektury? Kiedyś miałem zasadę, że każdą książkę jaką zacząłem czytać, musiałem skończyć. Teraz, jeśli nie czuję się zainteresowany po 50 stronach to kończę swoją przygodę z daną pozycją ;) Możliwe, że w ten sposób omija mnie sporo książek, w których akcja rozwija się na następnych kartkach, ale jakoś mi to nie przeszkadza.

  • Masz rację. Zauważyłam podobnie u siebie. Co wiecej, wydaje mi się, że kierując się w stronę vlogów i yt filmików, co raz bardziej zbliżamy się do nie wiem? papug? kultura obrazkowa przoduje i ma się dobrze.

  • Peter

    Pisz proszę w pierwszej osobie liczby pojedynczej. NIc tak nie odstręcza od autora jak ciągłe my to, my tamto. Nie jesteś „my” więc nie udawaj „my”.

    Ja na przykład nie mam żadnego problemu z wyłączeniem komputera, nie korzystam z internetu w telefonie a gdy zacznę czytać, cały świat może przestać istnieć.
    Czytam 120-150 książek rocznie, łatwe tytuły, klasykę, branżowe wydawnictwa. W moim otoczeniu czyta wiele osób a wyłączenie elektroniki nie wpływa na samopoczucie.

    Czytanie w internecie? Świadomie WYBIÓRCZO!
    Bieżące wiadomości. Kilkanaście blogów, raczej dla rozrywki. Żadnych śmieci w stylu kominka, segritty czy innych pseudointelektualistów. robiących za słupy reklamowe.

  • Błażej

    U siebie pisałem o tym zjawisku z nieco innej strony: http://www.owsiany.it/2013/11/permanentne-rozproszenie-technologia.html

    Ogólnie w pełni się zgadzam, sam miałem problem z przeczytaniem całej książki, jednak wygrałem wojnę z rozproszeniem ;)

  • Hmmmm…zawsze fascynowało mnie zjawisko takiego zafiksowania na internecie. Ja tak chyba nie potrafię. Owszem, często odrywam się od książek, ale robię tak, gdy są nudne. Zdarza mi się trafić na pozycje, którą pochłaniam od razu.
    Heh, mam czasem wrażenie, że poza Diabłem nigdy nie byłam od nikogo i niczego uzależniona :-D Przy pierwszych objawach bowiem odcinam się, aż wrócę do stanu lekkiej obojętności ;-)

  • Widzę u siebie podobny problem. Kiedyś „połykałam” książki. Jedną za drugą, kolejne pozycje podsuwali mi dziadkowie – poloniści. Kocham czytać. Ale teraz potrzebuję odwyku. Coraz bardziej angażuję się w blogowanie, coraz więcej wiadomości przychodzi na pocztę, na facebooka, ciągle mam potrzebę sprawdzania nowych komentarzy na blogu. I jeszcze do tego sprzedaję rzeczy przez internet, to też pochłania czas. To chore, ale kiedy chcę się uczyć, wyłączam wifi, wynoszę laptopa do drugiego pokoju, bo gdy tego nie zrobię, kończy się tak, jak teraz – podręcznik leży na biurku, ja zrobiłam sobie przerwę „na chwilę” i tak, kliknięcie za kliknięciem, wylądowałam na Twoim blogu. Z drugiej strony, gdy robię sobie całkowity odwyk od internetu i komputera – tydzień w górach, czy tak jak rok temu – niemal 3 tygodnie za granicą – nie tęsknię. Ale gdy komputer jest obok, a ja mam do wyboru – pierdoły w internecie, czy ciekawa książka, niestety wybieram to pierwsze. Ale w tym roku z tym walczę. Udało mi się przeczytać już jedną książkę, teraz kończę drugą. Nie można dać się zwariować.

    • Postanowiłam przeczytać w tym roku 52 książki i dzielę się postępami tu na blogu. To motywuje do dalszego czytania. Też jestem w trakcie czytania drugiej książki w tym roku :)

  • Oj, mógłbym się podpisać pod Twoim postem, niestety… Jako osoba wychowywana i dorastająca w świecie przedinternetowym tym bardziej zdaję sobie sprawę z uzależnienia w jakie wpadłem. I też próbuję z tym walczyć. Na przykład zamiast youtuba muzyka z kilkuset płyt CD, które mam w domu, facebook raz na tydzień i po miesiącu terapii już się tam nawet nie loguję. Sprawdzenie ulubionych blogów codziennie, ale z nastawieniem przeczytania 3-4 postów, które rzeczywiście mnie zainteresują, itd itp. Telewizja tylko do zobaczenia od A do Z konkretnego filmu lub programu, który NAPRAWDĘ mnie interesuje. No i od jakiegoś czasu obowiązkowo 45 minut dziennie z książką, systematycznie i nawet wtedy gdy koncentracja gdzieś ulatuje. I to zaczyna skutkować, wraca przyjemność z czytania. Do poziomu jednej książki na tydzień też chciałbym wrócić, będę bardzo zadowolony z 30-stu w tym roku.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki :)

  • Po tym poście wczoraj zamknęłam wszystkie internety i zaczęłam czytać. Mi też internet zabił książki.

  • 72minuty

    I co, mamy październik, udało Ci się?