Podobno aż 70% wiedzy i umiejętności zdobywa się podczas pracy, w działaniu, 20% dzięki mentoringowi i informacji zwrotnej, a 10% podczas nauki na studiach i w trakcie szkoleń.

Zdobytą wiedzę po prostu trzeba wykorzystywać w praktyce. Jednak żaden zdrowo myślący szef nie pozwoli niedoświadczonym absolwentom popełniać błędów na żywym organizmie, jakim jest firma.

Jak zatem nauczyć się prowadzenia biznesu, zarządzania portfolio marek, podejmowania strategicznych decyzji, nie rujnując przy tym żadnej firmy?

Grając w grę. To nie żarty.

Gra biznesowa to nie zabawa

Oczywiście nie chodzi o żadne Monopoly i Eurobiznes (choć je uwielbiam) ani SimCity i RollerCoaster Tycoon.

Gry biznesowe, nazywane symulacyjnymi grami decyzyjnymi, to bardziej lub mniej autentyczne symulacje działania w realiach rynkowych. Pozwalają na przetestowanie swojej wiedzy i sposobu myślenia, nie ponosząc żadnego ryzyka. Tu błędy nic nie kosztują. Nawet najgorzej rozegrana symulacja uczy więcej, niż rzucenie się od razu w wir rynku.

Gra odbywa się w trybie multiplayer, drużynowo. Każdy zespół zarządza wirtualną firmą. Zwykle wszystkie firmy działają na tym samym rynku, ale mogą targetować swoje produkty do różnych segmentów i różnie się pozycjonować.

Symulacja polega na cyklicznym wypełnianiu arkuszy decyzyjnych i podejmowaniu jak najtrafniejszych decyzji, poprzedzonych analizą i obserwacją zmian na rynku. Każda decyzja wpływa na zachowanie się modelu symulacyjnego i szybko widać jej skutki.

Dla mnie gry decyzyjne to najfajniejsze doświadczenie ze studiów. Grałam w kilka z nich, ale najbardziej podobały mi się Marketplace i Markstrat. Ze szczególnym sentymentem wspominam tę drugą. Oczywiście obie wygrałam.

Jak wygląda symulacja biznesowa?

Markstrat to gra, która składa się z dziesięciu okresów – w tym przypadku fikcyjnych lat. Praca nad jednym okresem to około 2 godzin, zatem czeka nas 20 godzin rozgrywki. Gracze dzielą się na drużyny – fikcyjne firmy, które ze sobą konkurują. Każda firma zaczyna z innym, losowo przydzielonym budżetem. Do wyboru są dwa rynki równie fikcyjnych produktów: istniejący już rynek sonite’ów i dotychczas nierozwinięty rynek vodite’ów.

Produkty są czymś – nie wiadomo czym, ale mają różne cechy fizyczne, które można udoskonalać i zmieniać w zależności od potrzeb targetu, o czym trzeba też nieustannie komunikować.

W grze podejmuje się sporo decyzji, ustala się m.in. wielkość produkcji dla każdej marki, podział budżetu marketingowego, reklamy dla każdego produktu, podział sprzedawców na kanały dystrybucji.

Zespół ogarnia portfolio marek, mix marketingowy, badania, benchmarkingi i raporty sprzedażowe.

By grać, trzeba mieć wiedzę z różnych obszarów marketingu, potrafić podejmować decyzję, a wchodząc na rynek vodite’ów – nie bać się podejmowania ryzyka.

Gra uczy też takich nieoczywistych oczywistości: że ceny bazują na analizach conjoint, produkcja na prognozach rozwoju rynku, każdą reklamę się bada, a projektując markę należy skupić się tylko na jednym segmencie.

Drużyny ocenianie są oczywiście na podstawie KPI – przede wszystkim wartościowym i ilościowym udziale w rynku i skumulowanym zysku netto.

Innymi popularnymi grami są: Brandmaps, Running the Economy, Plant it, Supermarket, Storewars.

W większość z nich można zagrać jedynie na uniwersytetach bądź w niektórych korporacjach. Chciałam jednak pokazać wam namiastkę takiej gry i znalazłam. Za darmo można zagrać np. w grę Strateg. Dostępna jest tutaj.

Gra jako element rekrutacji

Gra jest analogią rzeczywistości. I choć można zarzucać jej, że w grze mamy większą skłonność do ryzyka, a w realiach rynkowych większą niepewność informacji, to nie można zaprzeczyć licznych walorów edukacyjnych i integracyjnych symulacji. Gra stara się zbliżyć do tego, jak rzeczywiście funkcjonuje biznes. I wychodzi to całkiem nieźle.

Myślę, że gry takie jak Markstrat mogłyby być dobrym elementem rekrutacji (oczywiście w jakiejś skróconej wersji). Gra unaocznia sposób, w jaki podejmujemy decyzje i pokazuje, jak zachowujemy się pod wpływem stresu. Dowodzi, kto potrafi szybko (i dokładnie!) analizować informacje. To znacznie bardziej wartościowe informacje o kandydacie niż wyniki testów pseudopsychologicznych.

Kilkanaście lat temu w jednej z prac z Harvardu postawiono taką tezę: Przewaga konkurencyjna przedsiębiorstw opiera się obecnie znacznie bardziej na umiejętnościach niż na wiedzy – a symulacje istotnie przyczyniają się do ich rozwijania.

Kto z was grał… i wygrał?

 Autorem zdjęcia na samej górze jest Philippe Put.