Pisząc o sposobach na promocję wina, uznałam, że sponsoring nie jest dla każdego – bo czasem nie ma na to funduszy, albo typ imprezy nie koresponduje z wizerunkiem marki. Cofam to! Coraz więcej marek win dowodzi, że to, co sponsorują, nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Sponsoring to tylko dobry pretekst, by legalnie promować wino, omijając zakaz jego reklamy.

Przedmiot sponsoringu nie ma znaczenia

131104095713_Visual_-_Jacobs_Creek_zaprasza_na_Dni_Australii_large

Dni Australii. Sponsoruje je Jacob’s Creek, producent australijskiego wina. Fajnie, spójnie. Ale to nie pomysł, ani sposób komunikacji przyciągnęły moją uwagę, a informacja handlowa. A w niej prognoza, że prawdopodobnie 31 milionów Polaków dowie się, że Jacob’s Creek jest sponsorem tej imprezy, czyli zobaczy reklamę w TV lub prasie. Świadomość istnienia marki, wizerunek, sprzedaż – ich wzrost i poprawa to argumenty, by zostać sponsorem. W dodatku ludzie z Jacob’s Creek są mądrzejsi, niż ci z Carlo Rossi: wiedzą, że najważniejsza jest reklamówka, którą puszczą, a nie ranga sponsorowanej imprezy, więc nie rzucają się na sponsorowanie Najdroższej Imprezy na Świecie. Bo to nie ma sensu.

Podobnie myślą w El Sol. Ta marka już od kilku lat, zwykle w ostatnim kwartale, przeprowadza kampanie wizerunkowe jako sponsor imprez wszelakich.

W tym roku jest to impreza taneczna El Sol Salsa Festival. Rok temu była to impreza muzyczna WWMF, a w 2011 impreza taneczna C&CPC.

Powiedzenie „dystrybutor wina El Sol zaprasza”, bez doprecyzowania gdzie i na co, jest sprytnym zabiegiem. Mało kto spojrzy na podpis, jaki to znowu festiwal jest sponsorowany przez producenta/dystrybutora wina, a większość uzna to jako zaproszenie do zakupu i wypicia trunku.

Zatem chodzi o to, by zostać sponsorem obojętne jakiej imprezy i w ten sposób zyskać pretekst do legalnej reklamy wina. Nie zdziwiłabym się, gdybyśmy wkrótce w ten sposób całkowicie „zalegalizowali” reklamę wina, gdzie wszyscy producenci będą coś – cokolwiek – sponsorować. Bo na oficjalną legalizację reklamy wina, w obliczu lobby browarniczego, chyba nie ma co liczyć.