Pani Marysia od 50 lat prowadzi mały sklep spożywczy. Sklep mieści się w starym bloku, jest nieatrakcyjny z zewnątrz, a o jego właściciele często można usłyszeć, że jest wredna i sprzedaje nieświeży towar. Mimo to, wciąż przychodzą tam klienci, a stara Maryśka nadal stoi za ladą.

Prowadzenie biznesu nastawionego na lokalny rynek to prawdziwa loteria. Nowe firmy powstają i upadają. W ciągu jednego roku dany lokal może być kolejno sklepem spożywczym, obuwniczym i mięsnym. Z drugiej strony, wiele sklepów istnieje na mapie miasta od lat i mimo, że ich właściciele nie starają się pozyskiwać klientów, to wciąż tych klientów posiadają. Klienci nie przychodzą wabieni reklamą, promocją, a czasem nawet nie jakością usług – a przyzwyczajeniem. Nie chcą ryzykować, szukać, tracić czasu na porównywanie. Chodzą do starej fryzjerki, która nie potrafi rozszyfrować, jakim kolorem jest 8.33, fotografa robiącego zdjęcia na kiczowatych tłach zakupionych w latach 90. i do sklepu obuwniczego, któremu nieznane jest pojęcie moda. Robią tak, dopóki któraś ze stron nie umrze.

Młodzi przedsiębiorcy nie są w stanie z nimi konkurować i nie jest to wina zbyt tłocznego rynku. Potrafi upaść każde nowe gastro, ale właściciel kilku kawiarni otworzy kolejną, do której ludzie będą walić drzwiami i oknami po jego serniki. A bar, który serwuje przesuszone grzanki, zawsze będzie mieć utarg, bo sprzedaje tosty nocnym imprezowiczom, którzy idą do jedynego otwartego w nocy punktu gastronomicznego.

Młodzi nie są skazani na porażkę

Czasem ktoś przejmuje rynek należący do tej pory do starego wyjadacza. Doświadczeni przedsiębiorcy powinni obawiać się nie tylko dużych sieci handlowych i dyskontów, a przede wszystkim biznesów przemyślanych od A do Z. Bo choć franczyzobiorcy przejmują dużą część rynku, otwierając salony rozpoznawalnych marek, a drogerie nie są w stanie zaproponować klientom niższych cen niż w Rossmanie, to mogą zrobić coś innego: wprowadzić do swojej oferty inne marki i podzielić się z klientami swoją wiedzą. Kawiarnie, by nie stać się jednymi z wielu, łączą serwowanie kawy ze sprzedażą drobiazgów do wystroju wnętrz, zyskując przy tym na niebanalnej aranżacji lokalu. Fryzjerzy strzygą klientów obróconych tyłem do lustra, a kanapkownia sprzedaje kawę z dolewką gratis.

Jeśli nowy przedsiębiorca nie przemyśli dobrze swojego pomysłu na biznes, stanie się kolejnym, którzy uderzy w mur wybudowany przez tych, którzy swoje biznesy prowadzą od lat.

Niedawno w mojej okolicy otwarły się takie oto nowe sklepy: tanie buty, sklep turystyczny i – hit – sklep z szyldem JELITA PRZYPRAWY. Zobaczymy, jak sobie poradzą, ale myślę, że wkrótce ich miejsce zajmą kolejni.

 

 Autorem zdjęcia na samej górze jest Andrea Floris.

 

  • Marta, dobry temat, o którym dobrze byłoby poczytać – KONKURENCJA. Wielu młodych przedsiębiorców jest przekonana o swojej wyjątkowości i właśnie przez brak rzetelnej analizy rynku, na który wchodzą – szybko kończą zabawę w biznes. Może warto, abyś to zagadnienie przyeksploatowała dokładniej, może nawet na konkretnych przykładach (czemu nie zrobić wywiadów na potrzeby obserwacji i analizy z tymi młodymi biznesami w Twojej okolicy? :D).

    • Ten tekst napisałam ot tak, po zrobieniu małego spaceru po okolicy. Może faktycznie zastanowię się nad tym głębiej. Dzięki za pomysł! :)