W sieci niemal na każdym kroku natykam się na kogoś, kto jest samozwańczym ekspertem. I niech zabrzmią anielskie głosy, a dzisiejsza data zostanie wpisana do kalendarza, bo ów ekspert chce się ze mną podzielić sekretem, jak zostać zwycięzcą.

Ekspert, którego nie znałeś

Co z tego, że ma 20 lat i w rzeczywistości jest bezrobotny? Na swojej stronie internetowej Kowalski może pozować na eksperta od Forexa, zarabiania w sieci, prowadzenia biznesu, samorealizacji… Wystarczą poważne fotki w garniturze (z dłońmi obowiązkowo złożonymi w piramidkę!), link do darmowego e-booka z poradami Kowalskiego i opis jego nadzwyczajnych sukcesów. Aż dziw, że wcześniej o nim nie słyszałeś.

W wersji 2.0, Kowalski zaczyna prowadzić szkolenia jako specjalista NLP, motywacji i sprzedaży. Okazuje się, że jest najmłodszym milionerem w Polsce albo tworzy jedną z największych struktur MLM w tym kraju i właśnie usiłuje cię do niej wciągnąć. A to wszystko bez znajomości chociażby podstaw biznesu.

Sekta sukcesu

Internet to świetne narzędzie do kreowania propagandy sukcesu. Można pisać bajki, a po drugiej stronie z pewnością znajdzie się ktoś, kto to przeczyta i łyknie.

Dla mnie zarówno ludzie zafascynowani strukturami MLM, jak i ci przeświadczeni o swojej eksperckości, to sekciarze. Są oderwani od rzeczywiści, w której być może im nie wyszło. Chwalą się swoją ciężką pracą, brakiem czasu na życie prywatne i tym, że nie zrobili matury. Podkreślają, że dzięki tyraniu osiągnęli wątpliwy sukces.

Ale gdyby założyli prawdziwy biznes, zamiast działania w piramidzie, mieliby szansę zarobić więcej. Do tego mogliby odczuć prawdziwą satysfakcję, mając pełną kontrolę nad swoją firmą. Ale cóż, do tego trzeba mieć już głowę, w dodatku myślącą. A z tym już trudniej.

Kiedy widzę sekciarza z mózgiem wypranym proszkami sprzedawanymi w jego piramidzie albo samozwańczego specjalistę od Internetów, uciekam czym prędzej. Na myśl przychodzi mi Marcin Plichta, człowiek sukcesu zbitego na oszustwie i złocie dla pazernych.

Nic nie poradzę na to, że nie cierpię ludzi, którzy chcą zarobić ogromne pieniądze w przedziwny sposób albo pojawiają się znikąd i mówią „jestę ekspertę”. Swoje mądrości serwują w stylu Krzysztofa Kanciarza, ale oni, na moje nieszczęście, robią to na serio. Nadmierna pewność siebie, brak pokory i uwielbienie dla książek typu „Bogaty ojciec” to ich cechy charakterystyczne. Robią sobie fotki na tle samochodów, palą stuzłotowe banknoty i operują sloganami zamiast zdań. Zapytani o swój superbiznes, miotają się i nie są w stanie krótko opisać, czym się zajmują, koniecznie chcąc wytłumaczyć to na spotkaniu przeprowadzonym według propagandowego scenariusza. Przynależność do swojej sekty MLMowców traktują jako elitarną, dlatego rekrutację nowych członków przeprowadzają w trybie dwustopniowym… angażując i tak wszystkich.

Nie możemy wszyscy być ekspertami

Człowieku, nie określaj siebie ekspertem. Ja wiem, że sława i pieniądze są tym, czego pragniesz. Fajnie. Trzeba mieć jakiś cel. Ale pozwól innym ludziom decydować, czy chcą postrzegać cię jako eksperta, czy też nie. Inaczej cały twój personal branding pójdzie na marne, a ty zamiast bycia szanowanym, staniesz się śmieszny. Pycha i wyniosłość jeszcze z nikogo nie zrobiły eksperta.

Jak tylko natrafiam na takiego osobnika, szukam jak najszybszej drogi ewakuacji. Chcę sama określać, kto jest dla mnie ekspertem i autorytetem.

 Autorem zdjęcia na samej górze jest Eneas De Troya.