Gdy początkujący bloger pyta, jak zdobyć popularność w blogosferze, zwykle usłyszy, że musi regularnie pisać. Dla wielu osób odpowiedź, że trzeba ciężko pracować, by coś osiągnąć, jest mało satysfakcjonująca. Dopatrujemy się wszędzie (nie tylko w blogosferze) przeróżnych czynników, które mogły spowodować, że ktoś osiągnął sukces. Na pewno wybił się na kontrowersji, przespał się z kimś wpływowym, pomogły mu znajomości albo rodzice. A o tym, że ktoś codziennie dokładał cegiełkę, by wybudować swoje imperium, już nie myślimy.

Jesteś kowalem własnego blogu

Jestem po lekturze „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj”. Książka Kominka – ani nikogo innego – nie spowoduje, że nagle zaczniesz być popularnym blogerem. Tomek jednak skutecznie motywuje, udowadniając, że każdy z nas kiedyś sikał do nocnika, raczkował i nieporadnie składał wyrazy. Owszem, nie można mówić, że wszyscy ludzie rodzą się na takim samym poziomie i każdemu życie daje równe szanse, bo tak nie jest. Ale to od nas zależy, co będziemy robić, by swoje cele osiągnąć. Najpierw trzeba je w ogóle mieć – o tym też często zapominamy…

Kominek już przyzwyczaił nas do tego, że jego książki czyta się z łatwością. Nie ma zbędnego lania wody, a całość brzmi jak monolog, który autor kieruje bezpośrednio do czytelnika. Z całą pewnością to książka lepsza od jej poprzednika. Tomek pominął w niej to, jak zostać blogerem, a skupił się na tym, jak być DOSKONAŁYM blogerem. Dużo w niej o mentalności blogera i jego cechach koniecznych: charyzmatyczności i opiniotwórczości. Po jej lekturze chyba każdy będzie zmotywowany do tego, by przenosić góry, a przede wszystkim będzie świadom tego, że jest kowalem własnego blogu.

Motywują także wypowiedzi innych blogerów zamieszczone w książce:

„Na szczęście wiem doskonale, czego chcę, i zrobię wszystko, by to osiągnąć, niezależnie od tego, czy komuś się podoba mój sukces, czy nie. Nigdzie się nie wybieram, bo jeśli coś kochasz, to po prostu musisz to robić – niezależnie od wszystkiego starać się ciągle rozwijać.” Tamara Gonzalez Perea

„Przestajesz być jednym z wielu, kiedy orientujesz się, że jesteś dobry w tym, co robisz.” Paweł Opydo

Spora część książki poświęcona jest również komercjalizacji blogu i współpracy z markami. Kominek pisze o zarabianiu, ale upomina, że nie powinno być ono celem jedynym w sobie. Tomek nie pominął także tego, jak na współpracę z blogerami powinny patrzeć firmy i agencje. To dobry przewodnik dla każdego, kto planuje robić coś z influencerami, choć wydaje mi się, że dla wielu osób, zwłaszcza tych obserwujących blogosferę, nie będzie to nic nowego.

To, co mi się najbardziej niepodoba w książce, to powtarzanie niektórych tekstów z „Blogera”. Nie chcę płacić za coś, co już mam, ani czytać tego dwukrotnie. Nie zgadzam się także ze wszystkim, co napisał Tomek, jak chociażby z tym, że specyfiki blogosfery nie da się pojąć, będąc jej biernym obserwatorem. Oj, badacze mają swoje sposoby, a wirtualna etnografia pozwala dobrze poznać blogosferę – choć uczestnictwo w blogosferze znacznie ułatwia jej „ogarnianie”.

Wróćmy jednak do blogowania.

Pracuj, pracuj i pracuj…

Największy błąd blogerów to brak systematyczności. Za systematyczność uznaję pisanie przynajmniej raz w tygodniu, choć wolę blogi aktualizowane częściej – chcę wchodzić w dialog z autorem blogu i poznawać jego opinie na różne tematy. Jeśli ktoś chce karmić mnie treściami tylko 4 razy w miesiącu, to będę czuła niedosyt. Gorzej jednak, gdy karmi mnie nieregularnie. Co 5 dni, co 10, a potem nagle wrzuca dwa teksty jednego dnia lub dzień po dniu. Niesystematyczność zapewne wynika z demotywującego braku czytelników – sama się z tym stykam! Jak jednak czytelnicy mają przychodzić, gdy rzadko dajesz im jeść? W ten sposób koło się zamyka. Wniosek: trzeba pisać i być cierpliwym.

Kiedyś przypadkowo obejrzałam wywiad z Markiem Krajewskim, którym się absolutnie zainspirowałam. Krajewski opowiadał tam o swojej pracy jak o byciu rzemieślnikiem: otóż codziennie rano siada w swoim gabinecie i pisze książki. Zaczyna pisać o 5 rano a kończy o 11. Też rano. Można by powiedzieć, że brak w tym serca i artyzmu, ale wielkość twórcy przejawia się właśnie w tym, na ile potrafi się trzymać w ryzach. Dodatkowo pan Marek nie czyta książek innych autorów, żeby się nimi nie zainspirować i nie zostać oskarżonym o plagiat.

Czy to znaczy, że masz nie czytać innych blogów i klepać teksty codziennie od 5 do 11 rano? Tak, dobrze by było. Oczywiście bez przesady z tym nieczytaniem innych blogów – jeśli poczuwasz się do bycia częścią społeczności, jaką jest blogosfera, to najpewniej chcesz wchodzić w interakcje z innymi blogerami, dyskutować z nimi itd. Oby tylko nie przytrafiało ci się to zbyt często. Odnoszenie się ciągle do innych blogerów i powielanie tego, co już jest w Internecie nie ma sensu. Sama stykałam się z tym na początku: nie mając argumentów, szukałam ich w sieci. Czytałam kilka(naście) tekstów i potem zasiadałam do pisania swojego. Tragedia. Teraz, nim zacznę pisać, mam sformułowane zdanie na dany temat i jeśli szukam czegoś w sieci, to są to przykłady potwierdzające moją teorię lub konkretne uwarunkowania prawne. Tego nie wyciągnę z kapelusza ;)

Tylko z tym pisaniem od 5 do 11 niekoniecznie mi wychodzi – ale umiem już pisać w autobusie. To też spora umiejętność.

 

Autorem zdjęcia na samej górze jest Byron Chin

  • Ładnie napisany tekst. Co prawda książki Tomka nie czytałam i pewnie jej nie przeczytam, to jednak rady, o których pisze on i które Ty lekko tu rozwijasz – jak najbardziej słuszne. Zbyt często oczekujemy sukcesu, który jakoby ma do nas przyjść w sposób łatwy i bezbolesny… ;) Od siebie dodam, że sukces wymaga cierpliwości. A cierpliwość bardzo często pochodzi od słowa „cierpienie”.

  • Zapętlone

    Jak to jest, że wszyscy już tę książkę przeczytali a ja nadal siedzę w połowie? #brakczasu
    Ale fajny tekst Ci z tego wyszedł! :)

  • Bardzo dobry post :). Co do systematyczności, najczęściej i tak wychodzi mi jedna notka na tydzień, ale staram się, żeby nie było to rzadziej, żeby mi po prostu blog nie umarł śmiercią naturalną ;). „Dla wielu osób odpowiedź, że trzeba ciężko pracować, by coś osiągnąć, jest mało satysfakcjonująca.” dlatego chyba najważniejsze, żeby czerpać przyjemność z samego blogowania, a nie jedynie dążyć do zdobycia jak największej popularności :).

  • Pingback: Książka „Blog” i „Bloger” – opinie, recenzje i gdzie kupić()

  • Kulturalny Świat May

    Jako rozwijająca się, lecz ciągle pracująca nas stylem blogerka, która niejednokrotnie popełniła błąd regularnym publikowaniem, skłaniam się czasem ku stwierdzeniu, iż regularne tworzenie treści to wciąż za mało, aby osiągnąć wynik chociaż 20 wejść dziennie, nie wspominając o komentowaniu treści – 2 komentarze przez 6 miesięcy bloga, gdzie jest błąd?

    • Nie zalecam pisania pod wyszukiwarkę, ale czasem warto popracować nad tytułem, który mógłby być lepiej zaindeksowany. Ruch w blogosferze nakręca się też w dużej mierze dzięki poleceniom przez innych blogerów. Warto pojawić się na jakimś bardziej lub mniej oficjalnym spotkaniu blogerów i pogadać osobiście z tym czy tamtym, bo takie kontakty są nieocenione.

      Inna sprawa to treść. Są takie tematy, które wzbudzają dyskusje, a są blogi, gdzie komentarzy brak lub niczego one nie wnoszą. Musisz sama sobie odpowiedzieć, czy Twoje teksty mają szansę wzbudzać emocje wśród czytelników.