Wyróżnienie produktu na rynku alkoholu bywa trudne. Argumenty dotyczące wysokiej zawartości alkoholu w trunku i możliwości łatwego upicia siebie bądź kogoś są niemoralne i nieetyczne. Przekonywanie, że trunek ma świetny smak? A co, jeśli nie smakuje? Można nawiązać do tradycji: do niezmiennej od stu lat receptury Jacka Danielsa, czy przypadkowego dodania płatków róży do beczki z koniakiem Metaxy 150 lat temu. Można stworzyć legendy dotyczące efektów spożycia, takich jak płodność, twórczość, ozdrowienie.

I można też dorobić rytuał spożywania alkoholu, który pozwoli rozkoszować się piciem nawet najbardziej ohydnego w smaku alkoholu. Picie alkoholu zamieni się w doświadczenie, a forma picia będzie ważniejsza niż jej treść.

Sól, Tequila i cytryna

Kto z was choć raz pił tequilę, robiąc to „tak, jak należy”? Najpierw zlizuje się sól wysypywaną na wierzch dłoni, potem wychyla się trunek, a na końcu neutralizuje jego smak, zagryzając kawałek cytryny.

Skąd się wzięła ta tradycja? Gdy producent Tequili zapragnął podbić swoim napojem globalny rynek, zgłosił się do agencji reklamowej i zlecił zrobienie kampanii dla jego produktu. A ponieważ smak Tequili nie rzucał na kolana, wymyślono rytuał, otoczkę wokół picia.

Rytuał z solą i cytryną szybko stał się popularny. Sprzedaż Tequili ogromnie wzrosła i zaczęto ją pić w ten sposób na całym świecie.

Niektórzy twierdzą, że ten rytuał był znany wcześniej – lekarze zalecali Tequilę z cytryną i solą jako remedium na chorobę już w okolicach 1920 roku – ale dopiero stworzenie z niego USP Tequili rozsławiło ją na cały świat.

Sukces marketingowy po paru latach powtórzono, wprowadzając nowy rodzaj alkoholu – tequilę złotą – oraz przynależny jej nowy rytuał, zastępując sól cynamonem, a cytrynę pomarańczą.

Innym meksykańskim alkoholem z rytuałem jest piwo Corona. Podaje się je w  butelce, bez szklanki, wrzucając do środka cytrynę tak, by utknęła w szyjce butelki.

Rytualne oczekiwanie

Wśród piw rytualny prym wiedzie jednak Guinness. Jego nalewanie trwa długo ze względu na stopień ulatniania się azotu (dobrze mówię?). Niegdyś było to uznawane za wielką wadę, ale odkąd Guinness zaczął komunikować w reklamach “good things come to those who wait” i “it takes 119.53 seconds to pour the perfect pint”, oczekiwanie na piwo wyrosło do rytuału świadomego smakosza piwa.

Gdy jeden rytuał to za mało, można stworzyć nawet trzy. Tyle rytuałów stworzono dla absyntu, słynnej Zielonej Wróżki, przez którą podobno van Gogh odciął sobie ucho, a artyści francuskiej bohemy popadali w psychodeliczne stany.

Absyntowi przez wiele lat czarny PR robili producenci wina, wmawiając, że zawiera on trujące substancje. Rytuały  doklejone do tego trunku mogą mu pomóc zdobyć popularność tak, jak kiedyś Tequili.

Z absyntem wiąże się rytuał powietrza, rytuał ognia i rytuał wody. W dużym uproszczeniu polegają one na przelewaniu cukru do szklanki z absyntem i podpalaniu go lub mieszaniu mikstury syropu cukrowego i absyntu z lodowatą wodą. Wzniosłości rytuałom dodają łyżeczki, które muszą być koniecznie srebrne, a czasem nawet ażurowe.

Rytuał nie zmienia drastycznie smaku alkoholu, ale zmienia ludzką percepcję. Picie zamienia się w doświadczenie i wyróżnia dany trunek z gamy wielu innych. Dla niektórych nieważne jest to, co piją, ale JAK piją.

 

Autorem zdjęcia na samej górze jest Sam Ilić