Ostatnio mnożą się nam startupy i zewsząd można o nich usłyszeć. Startupy takie fajne, takie innowacyjne, takie nagradzane. Czy to znaczy, że przedsiębiorczość kwitnie? Nie do końca…

Czym się różni zakładanie firmy od zakładania startupu?

Startupy powiązane są zwykle z e-usługami, mobile i nowymi technologiami. Mają często innowacyjne, świeże pomysły. To młode firmy. No właśnie, firmy. Więc czemu mówi się na nie startupy? Ano może dlatego, że nie zawsze wiedzą, jak robić pieniądze. Mają kreatywny pomysł na aplikację, serwis, platformę, ale nie potrafią go zmonetyzować. Dopiero w trakcie zabawy szukają modelu biznesowego, a jeszcze lepiej – inwestora. Ba, niekiedy mówi się, że celem startupu jest zbudowanie czegoś fajnego i zarobienie dużych pieniędzy dopiero na jego sprzedaży.

Robienie startupu może być określeniem nobilitującym. Dla niewtajemniczonych ta nazwa brzmi egzotycznie i intrygująco, a ty utożsamiasz się z tym:

Robię startupy dla startupowania

Niektórzy mówią że bycie startupem to tylko etap. Z czasem przekształca się to w normalną (sic!) firmę.

Ale bywa, że startupy zachowują się tak, jakby były zupełnie oderwane od realiów rynku. Zdają się nie martwić o takie pierdoły, jak przychody i koszty.

Działają w warunkach skrajnej niepewności. Tworzą coś, na co nie wiadomo, jak zareaguje rynek. Realizują swój projekt, bo mają kreatywny pomysł. Cool wizja rozsadza im głowy – ale nie zrobili badań rynku i dokładnej analizy, czy klienci rzeczywiście potrzebują czegoś takiego.

Czy ktoś kupuje twoją apkę? Nie? Aha, dystrybuujesz ją za darmo. Ale na pewno zaraz zjawią się reklamodawcy.

Najpierw zrobimy produkt/usługę, potem będziemy się martwić, jak na niej zarobić. Śmie-szne. Jak chcesz prowadzić biznes, mając w głowie za cel fun i realizację swojego kreatywnego pomysłu, zamiast dostarczania rozwiązań dla klientów i zarabiania pieniędzy?

Jeśli tak, to masz hobby, nie biznes.

Bo przecież nie chodzi ci o to, żeby wydoić pieniądze od inwestorów i mieć trochę zabawy, żyjąc na ich koszt, nie?